„Fort Knox” w praktyce

„Fort Knox” to projekt prowadzony przez nasze Stowarzyszenie. Jego głównymi założeniami są wzajemne wspomaganie się w toku selekcji pszczół i zapewnienie swoistych gwarancji dla uczestników na wypadek utraty rodzin pszczelich. W dwóch słowach: chodzi o to, żeby nikt z nas nie musiał już zaczynać selekcji od zera. Więcej o założeniach i początkach projektu możesz przeczytać tutaj: http://wolnepszczoly.org/fort-knox-czyli-nasza-rezerwa-zlota/

W czasie niedawnego, jesiennego zjazdu Stowarzyszenia przyszedł czas na podsumowanie pierwszego, pilotażowego roku „Fort Knox”. Przy okazji usiedliśmy nad regulaminem, bo był już na to czas najwyższy, aby wreszcie spisać zasady. W małej grupce łatwiej i prościej dogadywać się bez nadmiernych formalności, ale wraz z rozwojem i rozrostem struktur niestety trzeba „pobawić się” w spisanie pewnych reguł współpracy. A nie mamy co ukrywać: liczymy, że coraz więcej chętnych odda pszczoły do wspólnej puli, gdyż na tym możemy skorzystać wszyscy – a zwłaszcza w początkowych latach selekcji, kiedy musimy się wszyscy liczyć z dużymi spadkami. Przez pierwszy rok pojawiło się kilka problemów i zagadnień, wymagających dyskusji i wypracowania najlepszego rozwiązania. Te kwestie zostały przez nas uregulowane, ale chyba wszyscy mamy świadomość, że w toku dalszego działania „Fortu” pojawią się nowe problemy i nie dla każdego z nich uda się znaleźć proste, regulaminowe rozwiązanie. Stąd też zapewne niektóre zasady będą wymagały dalszych modyfikacji czy uszczegółowienia w przyszłości, a na dziś zostawiliśmy sobie pewną furtkę – w razie wątpliwości decyzję podejmie wybrany demokratycznie koordynator projektu. Czytaj więcej „„Fort Knox” w praktyce”

Fort Knox, czyli nasza rezerwa „złota”

Fort Knox to baza amerykańskich sił zbrojnych w stanie Kentucky. Oprócz siedziby szkoły i centrum badawczego wojsk pancernych znajduje się tam jeden z największych skarbców rezerw złota na świecie. Mówi się, że to jedno z najlepiej strzeżonych miejsc na naszej planecie.

A jak się to ma do pszczół? O tym za chwilę.

Pszczelarstwo naturalne, a zwłaszcza jego najbardziej radykalny odłam, czyli pszczelarstwo, w którym nie stosuje się żadnych metod zwalczania warrozy ma szereg problemów z przebiciem się do świadomości pszczelarzy. Stawia mu się szereg zarzutów – od barbarzyńskich założeń, przez nieracjonalność i naiwność, do całkowitej nieopłacalności ekonomicznej i konieczności stałego rozpoczynania od zera. Każdy, kto widzi długofalową potrzebę rezygnacji z jakichkolwiek metod zwalczania roztoczy (nieważne czy metod „twardej chemii” czy też „naturalnych”) natrafia na szereg zagadnień, z którymi musi się zmierzyć.

Przede wszystkim taki pszczelarz jest sam. Nie ma znikąd pomocy. Sąsiedzi prawie na pewno go nie wspomogą, a chętniej spaliliby mu pasiekę (takie groźby są częste) lub po kryjomu odymili jego pszczoły apiwarolem, żeby choroby nie przeniosły się na ich pnie (ten argument jest absurdalny, ale to nie tekst o tym, żeby się z nim rozprawiać). Dookoła wszędzie latają trutnie z rodzin nieprzystosowanych do zagrożenia jakim jest warroza. Pszczelarz nie chcący leczyć to na dziewięćdziesiąt dziewięć procent amator, który ma dwa, pięć czy choćby nawet i trzydzieści pni. To genetyczna kropla w morzu latającego nieprzystosowania. Do tego przecież pszczelarz dopiero chce zacząć swoją selekcję, a więc jego pszczoły wcale nie są zauważalnie lepiej przystosowane do radzenia sobie z roztoczem. Jeżeli uda mu się przejść przez pierwszy etap selekcji to utrzymanie przystosowania w takich warunkach będzie graniczyło z niemożliwością. Jeżeli przez kilka lat uda się coś wypracować, a w malutkiej pasiece przyjdzie kryzys (choćby nie był spowodowany chorobami, a na przykład wytruciem pszczół przez nieodpowiedzialnego rolnika), to… ostatnich kilka lat selekcji jest straconych. Trzeba wszystko zaczynać od zera. Znów od pszczół z komórki 5.4 mm. Znów od pszczół całkowicie nieprzystosowanych genetycznie do radzenia sobie z roztoczem. Beznadziejność tej sytuacji jest tak duża, że większość amatorów nie ma większych szans na poradzenie sobie z problemem. Czytaj więcej „Fort Knox, czyli nasza rezerwa „złota””