O łapaniu wędrujących rojów słów kilka

Kiedy marcowe pluchy bębnią o dach, drepczę w kółko po pokoju i zastanawiam się, czy istnieją jeszcze dzikie pszczoły w mojej okolicy? Nie widzę innej metody, aby to sprawdzić, jak tylko spróbować je schwytać. Aby je złapać, trzeba wymyślić, jak to zrobić. Tekst ten stanowi kompilację wiadomości znalezionych w Internecie na temat łapania wędrujących rojów pszczelich, artykułów w pismach branżowych, dyskusji na forach oraz świadectw praktyków.

Sztukę tę zaliczyć można do grupy niszowych sportów ekstremalnych o starożytnej tradycji – nie inaczej człowiek wszedł w „posiadanie” pierwszych rodzin pszczelich, jak je po prostu przywabił do osiedlenia się w wydłubanej przezeń barci – jeżeli mowa o krainach Północy, gdzie zima trwa kilka miesięcy i owady musiały opracować strategię jej przetrwania. Odmiennie od klasycznych rozrywek znudzonych mieszczuchów, którzy ryzykują życie skacząc na spadochronie, nurkują w głębinach bez akwalungów, czy ścigają się z dzikimi bykami, zajęcie to wymaga nie tylko pewnej sprawności fizycznej, ale również – odrobiny pomysłowości i zdolności manualnych. A to dlatego, że po pierwsze, aby łapać roje, potrzebujemy zbudować rojołapki.

Oczywiście, samo pojęcie „łapania”, w kontekście tego, o czym zamierzam tu napisać, brzmi oszukańczo. W tym tekście chodzi mi o przedstawienie takiej zabawy, która polega na przywabianiu do naszego pudła pszczół wędrujących w poszukiwaniu nowego domu.. Innymi słowy, tylko one same się mogą złapać. Pszczelarz-łowca może tylko ustawić „pułapki” i czekać. Czasami na Godota.

 Rojołapka

Rojołapka to uproszczony ul, albo inna namiastka siedliska pszczelego. O ile dziupla powstaje w sposób naturalny i pszczoły muszą ją sobie same dostosować, a ul zaprojektowany jest głównie pod wygodę pszczelarza, rojołapka znajduje się gdzieś pośrodku. Jej podstawowym zadaniem jest przywabić rodzinę pszczelą i zachęcić do osiedlenia.

Jakie cechy winna spełniać dobrze zaprojektowana rojołapka?

Rojołapki można zrobić z czegokolwiek np. ze starej skrzyni
Rojołapki można zrobić z czegokolwiek np. ze starej skrzyni

Czytaj więcej „O łapaniu wędrujących rojów słów kilka”

Zapowiedź filmu „Outside The Box”

Niedawno w internecie ukazała się dość długa 11-minutowa zapowiedź filmu pt. „Outside The Box” (Z Otwartą Głową) w postaci jego fragmentu. Film realizowany jest przez małego producenta niemieckiego Primate Visions (http://primatevisions.de/services-page/film/) w reżyserii Felix Remter i realizacji Miriam Remter. Film będzie dokumentalną opowieścią o aktualnych problemach pszczół w Europie. Będzie podejmował trudny kontrowersyjny temat dzikich i zdziczałych populacji żyjących samodzielnie których często obawiają się tradycyjni pszczelarze powołując się np. na roznoszenie chorób. Podczas gdy jest odwrotnie. Film będzie rzucał światło na współczesne możliwości osiągnięcia w tych trudnych warunkach odporności przez pszczoły w pasiekach na różne trapiące je choroby a zwłaszcza pasożyta Varroa destructor. Na którego to pszczoły i środowisko ula jest trute różnymi lekami powszechnie stosowanymi w pszczelarstwie przez które cierpią też same pszczoły. Film odpowie na pytanie gdzie w tym wszystkim jest miejsce na dzikie i i stare poczciwe tzw. kundelki czyli zdziczałe pszczoły nie potrzebujące interwencji ze strony człowieka do życia.

W kilku epizodach film przedstawi różne miejsca, różnych bohaterów i różne konteksty w jakich znajdują się pszczoły i człowiek. Odwiedzimy między innymi naukowców w Szwajcarii badających pszczoły bez leczenia oraz laboratorium gdzie kolonia pszczół żyje pod czujnym okiem maszyn obserwujących rodzinę pszczelą bez interakcji z człowiekiem. Dowiemy się o problemach pszczelarzy chcących trzymać naturalnie pszczoły z ustawodawstwem i ograniczającymi przepisami. Usłyszymy rozmowę z aktywistą zmian prawnych na rzecz polepszenia dobrostanu pszczół, który musi się zmagać z wrogością środowiska pszczelarskiego. Zobaczymy bartników, którzy wybiorą się do Baszkirii w Rosji aby tam nauczyć się tego starodawnego fachu wykonywanego bez przerwy tradycyjnie.

Wreszcie wybierzemy się w odwiedziny do hrabstwa Gwynedd w Walii gdzie jest sporo nieleczących pszczelarzy zarówno komercyjnych jak i hobbystów. Porozmawiamy z Davidem Heaf’em: pszczelarzem hobbystą nieleczącym swoje pszczół od 2007 roku, który jest jednym z prekursorów ruchu Treatment Free Beekeeping w Europie i inspiracją dla wielu nowych nieleczących pszczelarzy. Oraz z Petem Haywoodem też nieleczącym pszczelarzem który był inspektorem pasiek w tamtym regionie jak przestawał leczyć.

W poniższym przetłumaczonym na polski fragmencie występuje właśnie tych dwóch Panów z Walii. Zapraszamy do zapoznania się i trzymania kciuki za produkcję filmową jak my trzymamy. Aby włączyć napisy trzeba kliknąć znaczek napisów pod filmem i wybrać język polski.

Wszystkie informacje o filmie pochodzę ze strony producenta:
http://primatevisions.de/services-page/film/

Aktualności z realizacji można śledzić na stronie:
https://www.facebook.com/OutsideTheBoxFilm

Jakub Jaroński

Kto komu szkodzi, czyli szukanie kozłów ofiarnych za dziesięciolecia zaniedbań

Wielokrotnie już w przeszłości zetknąłem się i jeszcze zapewne niestety zetknę z olbrzymią krótkowzrocznością pszczelarzy. Perspektywa pszczelarza obejmuje prawie wyłącznie tylko najbliższe miodobranie, czasem również kolejne, a bardzo sporadycznie początek kolejnego sezonu. Przygotowując pszczoły do zimy, tak naprawdę przygotowuje się je „na rzepak” (niektórzy „na wierzbę” lub „na mniszek”), po rzepaku rodziny pszczele prowadzone są z myślą o kolejnych pożytkach, aż do ostatniego w danym sezonie. Wówczas cykl się zamyka i powraca ten sam schemat na kolejny rok. Sezon pszczelarski to tak naprawdę gonitwa od pożytku do pożytku i podejmowanie działań w kierunku utrzymania „optymalnej siły i struktury rodziny” na początek nektarowania – rodzina „słaba” nie ma racji bytu w tym świecie. I pewnie nie byłoby w tym tak naprawdę nic złego, bo przecież ekonomia jest naprawdę istotna i nikt nie neguje jej znaczenia. Problem jest w tym, że na każdym kroku objawia się szkodliwość tych działań – pszczoły, dzięki swojej plastyczności jakoś to znoszą, ale często mówią po prostu dość i rodziny osypują się pomimo wszelkich prób utrzymania ich najlepszej kondycji (a tak naprawdę właśnie „przez” te działania).

koziol_ofiarny


Osobiście dziś chcę budować moją pasiekę roku 2020, 2025 i kolejnych. Chcę wówczas widzieć ją wydajną, w zdrowiu i bez jakiejkolwiek chemii – nie tylko tej „twardej”, ale również tej tzw. „naturalnej” (bo ta również szkodzi pszczołom). Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to przedsięwzięcie jest możliwe. Takie też spojrzenie staramy się promować w Stowarzyszeniu Pszczelarstwa Naturalnego „Wolne Pszczoły”. Czasem mam wrażenie, że dopiero dzięki tej inicjatywie zaczęło się głośno i bez wstydu mówić o zupełnie innej wizji pszczelarstwa. Wizji, w której śmierć rodziny nie zawsze musi być wynikiem „błędu w sposobie przeprowadzenia leczenia”. Być może wizji pasieki potencjalnie mniej wydajnej w wyliczeniach „na ul”, być może tylko dla amatorów czy ludzi potrzebujących trochę dorobić, ale za to z pszczołą na pierwszym miejscu, bo to przecież ona dźwiga na sobie cały ciężar małego czy większego przedsiębiorstwa pasiecznego. Dzięki Stowarzyszeniu coraz więcej mówi się o gospodarce ekonomicznie wydajnej, ale prowadzonej raczej ekstensywnie, w oparciu o zdrowe pszczoły, a nie intensywnie, przy założeniu jak największego dochodu z każdej pojedynczej rodziny pszczelej, eksploatowanej do granic jej wytrzymałości. Niestety wciąż pokutują schematy i wiedza wbita do głowy niegdyś młodym i początkującym pszczelarzom, a dziś kształtującym światopogląd doświadczonym praktykom, czy nierzadko również naukowcom. Czytaj więcej „Kto komu szkodzi, czyli szukanie kozłów ofiarnych za dziesięciolecia zaniedbań”

IV Zjazd Stowarzyszenia Pszczelarstwa Naturalnego „Wolne Pszczoły”… czyli śladami bimbuchy

W dniach 23 – 25 września 2016 roku w miejscowości Nieborów odbył się IV zjazd Stowarzyszenia Pszczelarstwa Naturalnego „Wolne Pszczoły”. Na Zjazd przyjechało ponad połowa członków Stowarzyszenia i – jako że spotkanie było otwarte – kilka osób niezrzeszonych, ale będących „sympatykami” naszych idei, pomysłów i metod gospodarki. Trzeba przyznać, że było to wyjątkowo udane spotkanie – w pięknym miejscu i w przyjaznym i wesołym gronie.
Plan zakładał w pierwszym dniu wieczór integracyjny, jak się okazało połączony z degustacją różnych miodów i nie tylko, kolejnego dnia zwiedzanie pałacu w Nieborowie, potem po obiedzie krótkie obrady Stowarzyszenia, na których miały zapaść decyzje co do kształtu Regulaminu Projektu „Fort Knox”, potem grilowanie do późnych godzin, a w niedzielny poranek rozstanie i powrót do domu. Wszystko udało się wyśmienicie, a najmniejszym zainteresowaniem cieszył się chyba punkt związany z obradami Stowarzyszenia. Ale po kolei.

Ekipa zlotowa
Ekipa zlotowa

W piątek w godzinach popołudniowych i wieczornych do agroturystyki „Stajnia u Kowala” zjechali się członkowie i sympatycy Stowarzyszenia. Poznaliśmy kilku nowych kolegów, którzy już zadeklarowali akces do naszego zrzeszenia, bądź też noszą się z takim zamiarem, albo po prostu chcieli nas poznać. Wieczór był wesoły i obfitował w różne dyskusje – o dziwo znów głównym tematem były … pszczoły. Czytaj więcej „IV Zjazd Stowarzyszenia Pszczelarstwa Naturalnego „Wolne Pszczoły”… czyli śladami bimbuchy”

Bartnictwo

Bartnictwo Puszczy Augustowskiej

Bractwo Bartne działa na terenie Puszczy Augustowskiej od 2013 jako grupa nieformalna, od 2015 w pełni legalnie skupiając kilkanaście osób zaangażowanych w przywracanie bartnictwa w Północno Wschodniej Polsce. Swoje działania prowadzimy nie zależnie od projektów Lasów Państwowych, choć w pełnym porozumieniu z poszczególnymi Nadleśnictwami i innymi instytucjami na których terenie zakładamy nasze barcie i kłody bartne. Nasze motto to Natura, Tradycja, Historia i w zasadzie w tych 3 prostych słowach zamyka się kwintesencja bartnictwa: działania na rzecz leśnych ekosystemów, kultywowanie tradycji poszanowania przyrody i życia w zgodzie z naturą oraz pamięć i przybliżanie historii naszych przodków.

Niematerialne Dziedzictwo
Kłoda bartna

Czym jest bartnictwo? Technicznie jest to sposób hodowli pszczoły miodnej, polegający na przygotowywaniu do zasiedlenia przez roje dziupli w drzewach żywych lub w kłodach wyciętych z drzew martwych, następnie wciągniętych na drzewa w formie kłód bartnych. Jest zarazem zestawem praktyk, wyobrażeń i wiedzy dotyczącej tejże pszczoły. Jej zwyczajów, upodobań i zachowań w interakcji z człowiekiem i otaczającą przyrodą. Polega na przekonaniu, że pszczoła najlepiej żyje i rozwija się wysoko nad ziemią, a człowiek nie powinien ingerować w rozwój rodziny pszczelej. Pytanie: gdzie zaczyna się bartnictwo, a kończy pszczelarstwo? Mniej więcej na 4 metrach nad ziemią. W odległych, jak i nie tak bardzo dawnych czasach, barcie zakładane były nawet na wysokości ponad 20 metrów, do dziś w Rezerwacie Ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego zachowały się drzewa bartne odziane na wysokości 17 metrów nad ziemią. Takich zabytków bartnictwa w samym tylko Białowieskim Parku Narodowym jest ciągle 112 sztuk, są to drzewa bartne odziane przed rokiem 1888 kiedy to zaprzestano wpuszczania bartników białowieskich do swoich barci. Przetrwało tych drzew tyle, ponieważ na obszarze Białowieskiego Parku Narodowego od ponad 100 lat nie prowadzi się gospodarki leśnej, więc nikt tych drzew nie ruszał, dzięki temu mamy choć jedno miejsce, które świadczy o intensywności gospodarki bartnej w lasach dawnej Rzeczpospolitej. A to przecież nie wszystkie, które udało się oznaczyć i które dotrwały do naszych czasów. Czytaj więcej „Bartnictwo”

O tym jak chciano powiększyć pszczołę

Artykuł został opublikowany w marcowym numerze miesięcznika „Pszczelarstwo” 03/2016

 

Dzisiaj mało kto myśli o prowadzeniu pasieki bez woskowego arkusza węzy pszczelej. Węza zrewolucjonizowała pszczelarstwo, wprowadziła postęp, automatyzację i łatwość obsługi rodzin pszczelich. Niestety postępu nie da się zatrzymać, a dla pszczół ten postęp okazuje się zgubny. Obecnie na rynku mamy ogromną liczbę producentów węzy, wytwarzających ją z wosku powierzonego lub wosku, który skupują od innych pszczelarzy. Dzisiaj węzę możemy już otrzymać nie ruszając się z domu. Dwa kliknięcia myszką i za parę dni u naszych drzwi stoi kurier z „pachnącym woskiem” w formie wytłoczonych arkuszy. Ale skąd ona się wzięła? Kiedy zaczęto ją stosować? I dlaczego właśnie taką?

Pierwsze arkusze woskowe z wytłoczonymi zaczątkami komórek pszczelich wytworzone zostały w Niemczech w roku 1842 przez Gottlieba Kretschmera. Z kolei na kontynencie amerykańskim pierwszą węzę zaczął produkować Amos Ives Root w 1876 r. Root produkował węzę o jednakowym rozmiarze komórki wynoszącym 5.1 mm, który wynikał z uśrednionych pomiarów „dzikiego” plastra pszczoły włoskiej (5 komórek pszczelich na cal). Pomiar ten zbliżony był do wyników, jakie uzyskał kilkadziesiąt lat wcześniej szwajcarski badacz Francis Huber (5.08 mm).

Pomiar komórek pszczelich
Pomiar komórek pszczelich

Z kolei w Europie, jeszcze w roku 1891, belgijskie arkusze węzy na 1 dm2 posiadały około 920 komórek pszczelich, co dawało komórki w rozmiarze 4.8-4.9 mm. Niestety później prof. Ursmar Baudoux z Belgii zaczął przedstawiać w prasie branżowej swoje doświadczenia z różnymi rozmiarami komórek, w których przekonywał, namawiał i zalecał stosowanie większych komórek pszczelich. Od tego czasu ten powiększony rozmiar został przyjęty jako standard, który obowiązuje aż do dnia dzisiejszego praktycznie na całym świecie. Czytaj więcej „O tym jak chciano powiększyć pszczołę”