Bartnictwo

Bartnictwo Puszczy Augustowskiej

Bractwo Bartne działa na terenie Puszczy Augustowskiej od 2013 jako grupa nieformalna, od 2015 w pełni legalnie skupiając kilkanaście osób zaangażowanych w przywracanie bartnictwa w Północno Wschodniej Polsce. Swoje działania prowadzimy nie zależnie od projektów Lasów Państwowych, choć w pełnym porozumieniu z poszczególnymi Nadleśnictwami i innymi instytucjami na których terenie zakładamy nasze barcie i kłody bartne. Nasze motto to Natura, Tradycja, Historia i w zasadzie w tych 3 prostych słowach zamyka się kwintesencja bartnictwa: działania na rzecz leśnych ekosystemów, kultywowanie tradycji poszanowania przyrody i życia w zgodzie z naturą oraz pamięć i przybliżanie historii naszych przodków.

Niematerialne Dziedzictwo
Kłoda bartna

Czym jest bartnictwo? Technicznie jest to sposób hodowli pszczoły miodnej, polegający na przygotowywaniu do zasiedlenia przez roje dziupli w drzewach żywych lub w kłodach wyciętych z drzew martwych, następnie wciągniętych na drzewa w formie kłód bartnych. Jest zarazem zestawem praktyk, wyobrażeń i wiedzy dotyczącej tejże pszczoły. Jej zwyczajów, upodobań i zachowań w interakcji z człowiekiem i otaczającą przyrodą. Polega na przekonaniu, że pszczoła najlepiej żyje i rozwija się wysoko nad ziemią, a człowiek nie powinien ingerować w rozwój rodziny pszczelej. Pytanie: gdzie zaczyna się bartnictwo, a kończy pszczelarstwo? Mniej więcej na 4 metrach nad ziemią. W odległych, jak i nie tak bardzo dawnych czasach, barcie zakładane były nawet na wysokości ponad 20 metrów, do dziś w Rezerwacie Ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego zachowały się drzewa bartne odziane na wysokości 17 metrów nad ziemią. Takich zabytków bartnictwa w samym tylko Białowieskim Parku Narodowym jest ciągle 112 sztuk, są to drzewa bartne odziane przed rokiem 1888 kiedy to zaprzestano wpuszczania bartników białowieskich do swoich barci. Przetrwało tych drzew tyle, ponieważ na obszarze Białowieskiego Parku Narodowego od ponad 100 lat nie prowadzi się gospodarki leśnej, więc nikt tych drzew nie ruszał, dzięki temu mamy choć jedno miejsce, które świadczy o intensywności gospodarki bartnej w lasach dawnej Rzeczpospolitej. A to przecież nie wszystkie, które udało się oznaczyć i które dotrwały do naszych czasów. Czytaj więcej „Bartnictwo”

O tym jak chciano powiększyć pszczołę

Artykuł został opublikowany w marcowym numerze miesięcznika „Pszczelarstwo” 03/2016

 

Dzisiaj mało kto myśli o prowadzeniu pasieki bez woskowego arkusza węzy pszczelej. Węza zrewolucjonizowała pszczelarstwo, wprowadziła postęp, automatyzację i łatwość obsługi rodzin pszczelich. Niestety postępu nie da się zatrzymać, a dla pszczół ten postęp okazuje się zgubny. Obecnie na rynku mamy ogromną liczbę producentów węzy, wytwarzających ją z wosku powierzonego lub wosku, który skupują od innych pszczelarzy. Dzisiaj węzę możemy już otrzymać nie ruszając się z domu. Dwa kliknięcia myszką i za parę dni u naszych drzwi stoi kurier z „pachnącym woskiem” w formie wytłoczonych arkuszy. Ale skąd ona się wzięła? Kiedy zaczęto ją stosować? I dlaczego właśnie taką?

Pierwsze arkusze woskowe z wytłoczonymi zaczątkami komórek pszczelich wytworzone zostały w Niemczech w roku 1842 przez Gottlieba Kretschmera. Z kolei na kontynencie amerykańskim pierwszą węzę zaczął produkować Amos Ives Root w 1876 r. Root produkował węzę o jednakowym rozmiarze komórki wynoszącym 5.1 mm, który wynikał z uśrednionych pomiarów „dzikiego” plastra pszczoły włoskiej (5 komórek pszczelich na cal). Pomiar ten zbliżony był do wyników, jakie uzyskał kilkadziesiąt lat wcześniej szwajcarski badacz Francis Huber (5.08 mm).

Pomiar komórek pszczelich
Pomiar komórek pszczelich

Z kolei w Europie, jeszcze w roku 1891, belgijskie arkusze węzy na 1 dm2 posiadały około 920 komórek pszczelich, co dawało komórki w rozmiarze 4.8-4.9 mm. Niestety później prof. Ursmar Baudoux z Belgii zaczął przedstawiać w prasie branżowej swoje doświadczenia z różnymi rozmiarami komórek, w których przekonywał, namawiał i zalecał stosowanie większych komórek pszczelich. Od tego czasu ten powiększony rozmiar został przyjęty jako standard, który obowiązuje aż do dnia dzisiejszego praktycznie na całym świecie. Czytaj więcej „O tym jak chciano powiększyć pszczołę”

Zapomnieliśmy co dla Niej dobre… czyli analiza grzechów pszczelarstwa ostatnich dziesięcioleci – WĘZA

Artykuł został opublikowany w marcowym numerze miesięcznika „Pszczelarstwo” 03/2016

Wstęp

W publikacjach omawiających gospodarkę pasieczną i w opracowaniach naukowych coraz częściej pisze się o małej komórce i małej pszczole. Coraz częściej przywołuje się również badania ukazujące, że pszczoły pochodzące z plastrów budowanych na węzie z komórką w rozmiarze 4.9 mm są zdrowsze, żyją dłużej, wykazują się większą higienicznością i wigorem. Ale czy tak naprawdę węza jest tym, czego potrzebuje naturalna pszczoła? Czy węza sama w sobie nie jest nienaturalną próbą regulacji sposobu w jaki żyje pszczeli superorganizm ? Pragniemy wszystko kontrolować, nadzorować, poprawiać i wszystko układamy według swojej perspektywy. To nasza ludzka przypadłość.

Bezwęzowa ramka zabudowana przez pszczoły
Bezwęzowa ramka zabudowana przez pszczoły

Węza pszczela jest jedną ze zdobyczy rewolucji technologicznej XIX wieku. Rewolucji, która dotknęła praktycznie wszystkich gałęzi przemysłu i rolnictwa. W publikacji pt. „Mała komórka” („Pasieka” 6/2014) Sławomir Trzybiński pisze: „Bez węzy nikt obecnie nie wyobraża sobie gospodarowania, a utrzymywanie pszczół na plastrach budowanych naturalnie to działalność stricte hobbystyczna lub mająca ożywić dawno zaginiony folklor. Przykładem takich poczynań jest dzianie barci w naturalnych kompleksach leśnych, realizowane dzięki zaangażowaniu dużych środków unijnych.Czytaj więcej „Zapomnieliśmy co dla Niej dobre… czyli analiza grzechów pszczelarstwa ostatnich dziesięcioleci – WĘZA”

Dlaczego nie należy używać kwasów w gospodarce pasiecznej

W ostatnim czasie w pasiekach bardzo popularne staje się stosowanie różnych kwasów organicznych do zwalczania roztoczy Varroa. Idea ta zyskała dodatkowo na popularności w związku z planowanym wydaniem pozycji dra Gerharda Liebiga „Łatwe pszczelarstwo”. Z niezrozumiałych mi względów tego typu zabiegi łączy się często z pszczelarstwem naturalnym. Niejednokrotnie pszczelarze uznają, że dopuszczone przez lekarzy weterynarii farmaceutyki są tzw. „twardą chemią”, a tymczasem stosowanie kwasów – jako związków chemicznych naturalnie występujących w przyrodzie – uznaje się za całkowicie nieszkodliwe dla pszczół. Myślenie to jest całkowicie błędne. Stosowanie kwasów organicznych do zwalczania roztoczy, nie tylko nie jest zabiegiem naturalnym, ale też jest wysoce szkodliwym.

Prześledźmy po kolei wpływ kwasów organicznych na pszczoły.

No cóż, nie da się zaprzeczyć, że kwasy są zabójcze dla roztoczy. To zapewne ich duży plus. Nie ma również co zaprzeczać, że w znacznie mniejszym stopniu odkładają się w wosku i produktach pszczelich, a ich długofalowy wpływ na zanieczyszczenie „chemią” ula jest zdecydowanie mniejszy, niż innych dostępnych farmaceutyków.

"Leczenie" kwasem
„Leczenie” kwasem

Czytaj więcej „Dlaczego nie należy używać kwasów w gospodarce pasiecznej”

Zapomnieliśmy, co dla Niej dobre… czyli analiza grzechów pszczelarstwa ostatnich dziesięcioleci

Artykuł został opublikowany w grudniowym numerze miesięcznika „Pszczelarstwo” 12/2015

 

Selekcja niezgodna z naturalnymi potrzebami gatunku

W poprzedniej publikacji („Pszczelarstwo” 11/2015) staraliśmy się wykazać, dlaczego długofalowe zwalczanie roztoczy Varroa jest nieracjonalne i przynosi więcej szkody niż pożytku. Ale samo nieustanne leczenie pszczół nie jest jedynym powodem, dla którego gatunek Apis mellifera ma się źle. My, pszczelarze, popełniamy wiele „grzechów” przeciwko naturze pszczoły. Zapomnieliśmy, co jest dla Niej dobre bądź… nigdy nas to nie interesowało. Najważniejszym i, być może, tak naprawdę jedynym problemem nowoczesnego pszczelarstwa jest niedostrzeganie lub ignorowanie natury pszczoły miodnej. Możemy jednak pokusić się o rozbicie go na kilka składowych. Pierwszą z nich jest selekcja niezgodna z naturalnymi potrzebami pszczoły.

Od zarania starożytnych cywilizacji i początków rolnictwa, człowiek selekcjonował zwierzęta hodowlane oraz rośliny. Selekcja ta zawsze była, jest i będzie. W uproszczeniu polega ona na systematycznej zmianie osobników w kolejnych pokoleniach, aby były bardziej wydajne, łagodniejsze i lepiej znosiły ingerencję oraz towarzystwo człowieka. Nowoczesne rolnictwo, które jest główną przyczyną degradacji środowiska naturalnego, przesuwa dziś selekcję organizmów do granic absurdu. O ile przed erą rozwoju nauk medycznych (i weterynarii) „wytworzone” w taki sposób zwierzęta umierały, kiedy ich zbyt wyśrubowane” cechy powodowały nieprzystosowanie do środowiska, o tyle dziś na porządku dziennym jest ratowanie zwierząt, które nie potrafią funkcjonować bez opieki człowieka. Podobnie jest wśród roślin uprawnych — i tu ceną za wyższe plony jest konieczność częstego wspomagania chemią. Czytaj więcej „Zapomnieliśmy, co dla Niej dobre… czyli analiza grzechów pszczelarstwa ostatnich dziesięcioleci”

Zwalczanie roztocza Varroa destructor prowadzi donikąd…

rys. Mariusz „Popszczelony” Uchman

 

Artykuł został opublikowany w listopadowym numerze miesięcznika „Pszczelarstwo” 11/2015

Tutaj dostępny w wersji PDF z miesięcznika.

Zabiegi zwalczania roztocza Varroa destructor uznawane są przez przeważającą większość pszczelarzy za najważniejszy punkt w całym sezonie pszczelarskim, są dla nich absolutnym priorytetem, z roku na rok coraz więcej mówi się i pisze o malejącej skuteczności tych działań. Zamiast zastanowić się nad przyczyną problemu, pszczelarze coraz bardziej dokręcają śrubę chemioterapii. Jednak ostatnie dziesięciolecia niezbicie dowodzą, że droga ta prowadzi donikąd.

Mówiąc o nieskuteczności owych zabiegów leczniczych, podkreśla się fakt nabycia oporności roztocza Varroa destructor na substancje chemiczne. Nie zawsze chodzi tylko o tolerancję pasożyta na podawane toksyny, ale również o pojawianie się innych mechanizmów przystosowawczych związanych ze zmianą trybu życia roztocza. W odpowiedzi na to podaje się coraz więcej toksyn i coraz częściej, a one nie są przecież obojętne ani dla pszczół, ani dla ekosystemu w ulu i poza nim, ani dla jakości produktów pszczelich, które tak chętnie spożywamy. Coraz częściej uznaje się za zasadne podawanie „leków” uwalnianych powoli i działających przez długi czas (np. tzw. pasków czy nasączanych wkładek tekturowych, z których substancje aktywne parują lub roznoszone są przez pszczoły nawet przez kilka tygodni). Metoda ta ma zapewnić obecność toksyny w ulu w chwili, kiedy cykl życiowy roztoczy skłoni je do opuszczenia komórki pszczelej wraz z wygryzającą się młodą pszczołą, w praktyce powodując stałą obecność szkodliwych substancji chemicznych w owadzim domu, gdzie jest miód, wosk, a przede wszystkim pszczoły. Czytaj więcej „Zwalczanie roztocza Varroa destructor prowadzi donikąd…”