Dlaczego nie należy używać kwasów w gospodarce pasiecznej

W ostatnim czasie w pasiekach bardzo popularne staje się stosowanie różnych kwasów organicznych do zwalczania roztoczy Varroa. Idea ta zyskała dodatkowo na popularności w związku z planowanym wydaniem pozycji dra Gerharda Liebiga „Łatwe pszczelarstwo”. Z niezrozumiałych mi względów tego typu zabiegi łączy się często z pszczelarstwem naturalnym. Niejednokrotnie pszczelarze uznają, że dopuszczone przez lekarzy weterynarii farmaceutyki są tzw. „twardą chemią”, a tymczasem stosowanie kwasów – jako związków chemicznych naturalnie występujących w przyrodzie – uznaje się za całkowicie nieszkodliwe dla pszczół. Myślenie to jest całkowicie błędne. Stosowanie kwasów organicznych do zwalczania roztoczy, nie tylko nie jest zabiegiem naturalnym, ale też jest wysoce szkodliwym.

Prześledźmy po kolei wpływ kwasów organicznych na pszczoły.

No cóż, nie da się zaprzeczyć, że kwasy są zabójcze dla roztoczy. To zapewne ich duży plus. Nie ma również co zaprzeczać, że w znacznie mniejszym stopniu odkładają się w wosku i produktach pszczelich, a ich długofalowy wpływ na zanieczyszczenie „chemią” ula jest zdecydowanie mniejszy, niż innych dostępnych farmaceutyków.

"Leczenie" kwasem
„Leczenie” kwasem

To tyle zalet. A jakie są wady?

Stosowane w pszczelarstwie substancje to przede wszystkim kwas mrówkowy i kwas szczawiowy. Obydwa te związki używane są w laboratoriach do dezynfekcji, gdyż ich działanie biobójcze jest wyjątkowo duże. Praktycznie nie ma możliwości, aby jakieś mikroorganizmy nieprzystosowane do bardzo zakwaszonego środowiska (jak np. bakterie występujące w żołądku) przetrwały w zetknięciu z tak potężną chemią. I już widzę, że pszczelarze w większości powiedzą, że to wyśmienicie, bo przecież wyjątkowo rozpowszechniona w tej grupie jest potrzeba stałej dezynfekcji środowiska ulowego i sprzętu pasiecznego. Cóż, wynika to tylko z nieświadomości u pszczelarzy znaczenia naturalnych ekosystemów bakteryjnych i grzybiczych. Bakterie i grzyby występują wszędzie i w znacznej ilości. Wszędzie są ich miliony, miliardy (na i w człowieku jest około 2,5 kilograma bakterii!). W naturalnym ulu stwierdzono 8 tysięcy najróżniejszych szczepów bakteryjnych (badania przeprowadził Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych – USDA). Do tego występuje w ulu szereg szczepów grzybów (np. sprzyjających fermentacji pyłku do pierzgi). W ulu stwierdzono ponadto co najmniej sto kilkadziesiąt gatunków roztoczy (tak, nie występują tam jedynie zjadliwe roztocza Acarapis woodi oraz Varroa destructor!) i tyleż różnych owadów. Założenie, że wszystkie są patogenne czy pasożytnicze świadczy tylko o naszej ignorancji. Józef Banaszak w opracowaniu z 1980 roku „Badania nad fauną towarzyszącą w zasiedlonych ulach pszczelich” napisał między innymi takie słowa: „Fauna ulowa, której wpływ jest bardzo różnorodny, reprezentowana jest głównie przez pajęczaki i owady. Dotychczasowe zainteresowanie tą fauną było zbyt małe w stosunku do jej roli w życiu rodziny pszczelej. Prace naukowe i podręczniki dotyczące tego zagadnienia omawiają głównie organizmy o wyraźnej szkodliwości, pozostałym współmieszkańcom poświęcano natomiast mało uwagi”.
A zaburzenia funkcjonowania ekosystemów ulowych mogą być różnorakie – zawsze są jednak negatywne. Przede wszystkim wpływają na obniżenie odporności pszczół na patogeny. Mikroflora ulowa, ale także ta występująca w układzie oddechowym czy pokarmowym bierze udział w tworzeniu warstw ochronnych wpływających na należyte funkcjonowanie układu odpornościowego. Część z bakterii bierze również udział w procesach trawiennych pszczół, a ich brak może wpłynąć nawet na niedożywienie owadów, choć pokarmu będzie w bród (np. z uwagi na brak określonych substancji odżywczych, które są syntetyzowane przez bakterie czy grzyby układów pokarmowych owadów). Może się więc okazać, że brak naturalnej i pozytywnie działającej mikroflory ulowej wpłynie na nienależyte funkcjonowanie owadów i ich podatność na choroby – jak pisałem nawet z niedożywienia, choć stwierdzimy duże zapasy pokarmu w ulu (!). Brak roztoczy Varroa w ulu to nie wszystko, bo nie oznacza jeszcze zdrowia pszczół i uwolnienia ich potencjału zdrowotnego. Wydaje się, że przy wszystkich wadach tzw. „twardej chemii” ta mniej oddziałuje na mikrożycie ulowe niż kwasy.

Kolejną wadą stosowania kwasów to powodowanie poparzenia owadów. Doktor Liebieg zaleca stosowanie kwasu mrówkowego przy użyciu specjalnych „parowników” (można to zobaczyć tutaj: http://liebig.4apis.pl/blog/post/21,dr-liebig—zwalczanie-warrozy-kwasem-mrowkowym-liebig-dispenser.html). Omawiając metodę autor filmu mówi: „Stężenie kwasu w powietrzu ula wzrasta powoli i stopniowo. Pszczoły mają czas się do tego przyzwyczaić. Dzięki temu nie popadają w panikę i nie dochodzi do utraty królowej. Przy uważnej obserwacji temperatury zewnętrznej i wzięciu pod uwagę wielkości ula leczenie będzie przebiegało w sposób skuteczny i łatwy do zniesienia dla rodziny pszczelej”. No cóż muszę powiedzieć, że to ciekawa koncepcja. Skoro pszczoły tak doskonale przyzwyczajają się do nadmiernego zakwaszenia środowiska ulowego, to skąd bierze się taka śmiertelność wśród roztoczy? Czyżby one funkcjonowały w innym ulu niż te „przyzwyczajone” pszczoły? To, że zakwaszenie środowiska ulowego następuje wolniej, absolutnie nie znaczy, że jego wpływ jest mniejszy. Świadczą o tym martwe roztocza na dennicy. Z niezrozumiałych mi względów pszczelarze dowodzą, że kwas śmiertelnie razi roztocza, a pozostawia pszczoły praktycznie bez wpływu.
Owszem środowisko ulowe jest w pewien sposób kwaśne. Miód jest przecież kwasem. Ale musimy mieć świadomość, że miód spożywany jest przez pszczoły, a nie oddziałuje na nie również w inny sposób. Kwestią podstawową jest również stężenie kwasu. Gdyby miód powodował w ulu to samo zakwaszenie co kwas mrówkowy czy szczawiowy, to nie byłoby przecież problemów z warrozą, nieprawdaż?
Kwasy wpływają na układ oddechowy i pokarmowy pszczół (zwłaszcza w jego przedniej części, czyli na języczku i w gardzieli), nie tylko zabijając funkcjonujące tam pozytywne organizmy, ale też powodując mikrorany oparzeniowe. Ponadto wpływają na uszkodzenie pancerzyków chitynowych, stanowiących zewnętrzną barierę ochronną owadów. To z kolei zwiększa ogólną podatność pszczół na choroby, gdyż przez uszkodzone bariery do organizmów owadów łatwiej wnikają groźne patogeny powodując zagrożenie ich życia. I powolne zwiększenie stężenia kwasów może mieć tylko taki pozytyw jaki wspomniał dr Liebieg w filmie – pszczoły zapewne trochę mniej stresują się niż w przypadku gwałtownego zwiększenia stężenia. Negatywne oddziaływanie zdrowotne pozostaje jednak zupełnie takie samo.

Następnym minusem kwasów jest wpływanie na komunikację pszczół i zaburzenie pracy rodziny. Pszczoły komunikują się przede wszystkim chemicznie – poprzez feromony. Pszczeli taniec to tylko znikomy procent całej komunikacji ulowej. Kluczową rolę odgrywają jednak feromony. Kwasy nie tylko zaburzają sam przekaz chemiczny, ale także wpływają na ograniczoną zdolność odbioru sygnałów (głównie przez uszkodzenia aparatu odbierającego te sygnały). A skutkiem tego może być czy to niespodziewana rójka, czy to nienależyta opieka nad czerwiem, czy wreszcie brak zdolności wykrywania zagrożeń (choćby związanych z obecnością Varroa – w podjęciu walki z roztoczem kluczowe jest przecież chemiczne wykrycie ich obecności, a wiemy, że dziś istnieją już pszczoły, które lepiej czy gorzej sobie z tym faktem radzą).

Kwasy powodują nadmierny stres w rodzinie. Wielokrotnie pszczelarze podnosili, że na przykład zdarzają się rozkłębienia rodziny po zastosowaniu kwasów. Pszczoły doskonale wyczuwają, że środowisko jest nadmiernie kwaśne. Sam doktor Liebig mówi o tym fakcie, jakkolwiek twierdzi, że zastosowanie specjalnego parownika minimalizuje ten skutek. Być może tak, ale tak bardzo kwaśne środowisko nie jest dla pszczół naturalne. Jeżeli chcemy przeprowadzić prosty test jak może czuć się pszczoła w takim środowisku proponuję poczyścić kabinę prysznicową rozpylanym octem (swoją drogą bardzo dobrze zmywa osady z kamienia).

Przy tym wszystkim nie można również zapomnieć o potencjalnym poparzeniu dróg oddechowych czy skóry pszczelarza. Ale prawda jest taka, że każda forma „leczenia” pszczół chemią jest wyjątkowo groźna dla ludzi. Ponadto do tych negatywnych skutków stosowania kwasów należałoby dopisać pewnie jeszcze szereg innych wad stosowania leczenia pszczół w ogóle. I choć coraz więcej osób na całym świecie nie leczy pszczół z sukcesami, to temat ten jednak wciąż jest dalece kontrowersyjny w środowisku pszczelarskim. To jednak już zupełnie inna historia.

Pan Truteń

Podziel się nami :)