Produkcja mateczników i zimowanie odkładów kluczem do stabilności i elastyczności w północnej, stacjonarnej pasiece

Kirk Webster

Tekst pochodzi ze strony:
http://kirkwebster.com/index.php/cell-building-and-overwintering-nucs-the-key-to-stability-and-resilence-in-a-northern-non-migratory-apiary 
Przetłumaczony i opublikowany za zgodą autora. Data publikacji oryginału:  2006

01Muszę przyznać, że nie rozumiem, dlaczego wszyscy pszczelarze nie hodują własnych matek, a nawet nie pozwalają na to swoim pszczołom. Jest to jedna z najciekawszych i dających najwięcej satysfakcji czynności, jakie można wykonywać przy pszczołach – niezależnie od tego czy mamy jedną rodzinę, czy 10 tysięcy. Pszczelarze posiadający niewiele rodzin pszczelich pytają: „Jak mógłbym produkować matki jeszcze taniej, skoro na rynku kosztują one 15 do 20 dolarów?”. Ale gdy dodasz cały ten czas oczekiwania na pocztę, kłopot z karmieniem kropelkami wody aż do poprawy pogody, tworzenia odkładów (nukleusów), znajdowania starej matki, zabawy z klateczkami, obserwowania, jak twoja nowa królowa znika lub zostaje zastąpiona w cichej wymianie, czy wreszcie sprzątania po osypanej rodzinie, niedostosowanej do chłodów lub roztoczy… prawdopodobnie okaże się, że lepiej by było po prostu zbudować kilka małych, ale odkładów ze swoich najlepszych rodzin korzystając z wiosennego i wczesnoletniego pożytku. Jeżeli tylko będą miały czerw we wszystkich stadiach rozwoju, wychowają sobie matki. Późnym latem można użyć tych matek w dużych rodzinach, prawie bez ryzyka osierocenia, usuwając starą matkę i wstawiając cały nukleus do rodni. Można też pozwolić im urosnąć do pełnego korpusu i zazimować. Moi pszczelarscy sąsiedzi, rodzina Mraz, zarządzała ponad tysiącem podobnych rodzin przez ponad pół wieku. Zaowocowało to wielkim szczepem lokalnie przystosowanych pszczół, dobrze odpornych na akaropidozę i wymagających bardzo mało uwagi.

Wychów matek na większą skalę – mateczniki i unasiennianie w ulikach weselnych – przez długi czas stanowiło domenę południowokalifornijskiego przemysłu wiejskiego . Lista powodów, dla których pszczelarze z północy powinni przejąć ten przemysł wydłuża się z każdym dniem. Co zaledwie kilka lat temu wydawało się szalonym pomysłem, dziś staje się faktem: wraz z postępującą kolonizacją produkujących matki pszczele południowych regionów przez pszczoły zafrykanizowane, możliwe, że oś produkcji i zaopatrzenia w nadwyżki pszczół i królowych zostanie odwrócona o 180 stopni. Pszczoły zafrykanizowane mogą zyskać na wartości na dłuższą metę z powodu ich odporności na roztocza Varroa. Lecz pszczoły łagodne zawsze pozostaną potrzebne i pożądane, jako że Stany Zjednoczone stają się coraz gęściej zaludnione. W związku z tym, że dzisiejsze pszczelarstwo jest oparte na przewozach rodzin pszczelich, północne pasieki również mogą zostać zanieczyszczone afrykańskimi genami, ale im więcej rodzin pszczelich żyje przez cały rok na północy, tym łatwiej długie i mroźne zimy pomogą je wyeliminować i zadziałają jak naturalna przeciwwaga. Czytaj więcej „Produkcja mateczników i zimowanie odkładów kluczem do stabilności i elastyczności w północnej, stacjonarnej pasiece”

Zapaść i Ozdrowienie: Droga do Pszczelarstwa Bez Leczenia

Kirk Webster

Tekst pochodzi ze strony: http://kirkwebster.com/index.php/collapse-and-recovery-the-gateway-to-treatment-free-beekeeping
Przetłumaczony i opublikowany za zgodą autora. Data publikacji oryginału: Lipiec 2011

Na konferencji dot. Pszczelarstwa Bez Leczenia w Leominster, która odbyła się w lipcu poprzedniego roku stało się jasne, że wszyscy, którzy odnieśli sukces w pszczelarstwie bez leczenia, opracowali własne metody oparte na swoich unikalnych uwarunkowaniach. Ich pasieki są rozrzucone po całym świecie, w rozmaitości środowisk od wilgotnych tropików Ameryki Południowej i Środkowej, po rozpaloną Pustynię Sonora w Arizonie, od wysokich Gór Skalistych po deszczowe lasy Zachodniego Waszyngtonu. Dalej na wschód można je znaleźć w umiarkowanym klimacie Teksasu, Północnej Karoliny i Francji, po krótkie lata i lodowaty ziąb centralnej Skandynawii i północnej Nowej Anglii. Warunki pogodowe i układy pożytków bardzo się różnią, ale ta menażeria pszczelarzy opracowała zadziwiającą różnorodność strategii produkcji miodu, pyłku, propolisu, wosku, pszczół i jadu pszczelego ze swoich uli.

 

DSCN0064
Zapaść, poważne straty w rodzinach produkcyjnych po zaprzestaniu leczenia

 

Jest jednak pewna cecha, którą wszyscy oni mają wspólną, pewne doświadczenie dzielone przez wszystkich: czy Wam się to podoba czy nie, każdy z nich patrzył, jak jego pszczoły przechodzą przez przynajmniej dwa cykle Zapaści i Ozdrowienia, zanim pasieka osiągnęła wystarczającą stabilność, by bez leczenia produkować nadwyżkę produktów pszczelich. Dla niektórych z nas, którzy nie mieli pojęcia, co robią, a którzy zaczęli z pszczołami o bardzo małej zdolności do koegzystencji z warrozą, owe cykle Zapaści wyglądały bardzo dramatycznie, prawie katastrofalnie. Ale dla niektórych pszczelarzy z Ameryki Południowej odbyło się to dość łagodnie, wręcz niezauważalnie – ponieważ pszczoła zafrykanizowana od początku posiadała znaczną zdolność współżycia z warrozą, jak i bardzo szybki cykl reprodukcyjny. Stanowiło to istotną wskazówkę. Teraz już wiemy, że pasieki z pszczołą europejską mogą przejść przez Zapaść i Ozdrowienie bez zbyt wielkiej szkody dla swojej gospodarki, jeżeli zacząć od pszczoły „dzikiej”, która już wypracowała pewną odporność na warrozę, a następnie budować nowe rodziny szybciej od ciężkich początkowo strat. Czytaj więcej „Zapaść i Ozdrowienie: Droga do Pszczelarstwa Bez Leczenia”

Bartnictwo

Bartnictwo Puszczy Augustowskiej

Bractwo Bartne działa na terenie Puszczy Augustowskiej od 2013 jako grupa nieformalna, od 2015 w pełni legalnie skupiając kilkanaście osób zaangażowanych w przywracanie bartnictwa w Północno Wschodniej Polsce. Swoje działania prowadzimy nie zależnie od projektów Lasów Państwowych, choć w pełnym porozumieniu z poszczególnymi Nadleśnictwami i innymi instytucjami na których terenie zakładamy nasze barcie i kłody bartne. Nasze motto to Natura, Tradycja, Historia i w zasadzie w tych 3 prostych słowach zamyka się kwintesencja bartnictwa: działania na rzecz leśnych ekosystemów, kultywowanie tradycji poszanowania przyrody i życia w zgodzie z naturą oraz pamięć i przybliżanie historii naszych przodków.

Niematerialne Dziedzictwo
Kłoda bartna

Czym jest bartnictwo? Technicznie jest to sposób hodowli pszczoły miodnej, polegający na przygotowywaniu do zasiedlenia przez roje dziupli w drzewach żywych lub w kłodach wyciętych z drzew martwych, następnie wciągniętych na drzewa w formie kłód bartnych. Jest zarazem zestawem praktyk, wyobrażeń i wiedzy dotyczącej tejże pszczoły. Jej zwyczajów, upodobań i zachowań w interakcji z człowiekiem i otaczającą przyrodą. Polega na przekonaniu, że pszczoła najlepiej żyje i rozwija się wysoko nad ziemią, a człowiek nie powinien ingerować w rozwój rodziny pszczelej. Pytanie: gdzie zaczyna się bartnictwo, a kończy pszczelarstwo? Mniej więcej na 4 metrach nad ziemią. W odległych, jak i nie tak bardzo dawnych czasach, barcie zakładane były nawet na wysokości ponad 20 metrów, do dziś w Rezerwacie Ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego zachowały się drzewa bartne odziane na wysokości 17 metrów nad ziemią. Takich zabytków bartnictwa w samym tylko Białowieskim Parku Narodowym jest ciągle 112 sztuk, są to drzewa bartne odziane przed rokiem 1888 kiedy to zaprzestano wpuszczania bartników białowieskich do swoich barci. Przetrwało tych drzew tyle, ponieważ na obszarze Białowieskiego Parku Narodowego od ponad 100 lat nie prowadzi się gospodarki leśnej, więc nikt tych drzew nie ruszał, dzięki temu mamy choć jedno miejsce, które świadczy o intensywności gospodarki bartnej w lasach dawnej Rzeczpospolitej. A to przecież nie wszystkie, które udało się oznaczyć i które dotrwały do naszych czasów. Czytaj więcej „Bartnictwo”

Projekt „Sztuczna Barć”

Tekst pochodzi z bloga PanaTrutnia: http://pantruten.blogspot.com
Opublikowany za zgodą autora.

W zeszłym roku kupiłem szerokie dechy – były różnej szerokości, od trzydziestu paru do czterdziestu paru centymetrów. A i częściowo były podbutwiałe. Pewnie właściciel składu budowlanego ucieszył się, że ktoś to kupił…

zdj+1

Dechy te potrzebne mi były do planowanego wówczas Projektu „Sztuczna Barć”, czyli pomysłu na wspomożenie wytworzenia dzikiej populacji pszczół w moim rejonie. Wiosną zabrałem się za robotę i zbudowałem pięć dużych skrzyni – właśnie „sztucznych barci”. Skrzynie te zbudowałem „wyjątkowo precyzyjnie”, bo po docięciu desek piłą łańcuchową (na szczęście tym razem wyjątkowo nic sobie nie obciąłem) poskręcałem byle jak paroma wkrętami. Wielkość tych skrzyni objętościowo, to orientacyjnie rozmiar standardowego ula wielkopolskiego (2 korpusy + półnadstawka). Trzy skrzynie mają wysokość ponad 90 cm, a dwie są trochę niższe i mają około 85 cm. Czytaj więcej „Projekt „Sztuczna Barć””

O relacji pasożyt – żywiciel słów kilka

Panuje trochę mitów i przekłamań na temat relacji żywiciel – pasożyt. Niestety tymi mitami i przekłamaniami karmieni są pszczelarze, a w dalszej kolejności powielają błędne wnioski. Na przykład w artykule Sławomira Trzybińskiego do czasopisma Pasieka w artykule „Jak to było, czyli podsumowanie minionego sezonu” czytamy:
„Ubiegłoroczna populacja warrozy została silnie przetrzebiona wskutek masowych upadków rodzin pszczelich. Gdy giną pszczoły, giną też pasożyty bytujące na nich, co przeczy teorii, że każdy pasożyt „dba” o swego żywiciela, bo „wie”, że gdy zabraknie żywicieli, to pasożyty też będą się musiały pożegnać z tym światem. To akurat pseudonaukowo-życzeniowa teoria, która nie stosuje się do świata organizmów żywych, z ludźmi włącznie.”

wyscig_zbrojen
Dla mnie osobiście taka myśl świadczy o niezrozumieniu relacji pasożyt – żywiciel, a raczej o niezrozumieniu ewolucyjnych mechanizmów rządzących przystosowaniem organizmów do wzajemnego współistnienia w zależnościach ekologicznych. Nie ma takiej możliwości, żeby pasożyt „dbał” o żywiciela, gdyż pasożyt zdecydowanie wykorzystuje swojego żywiciela (żeruje na nim lub wykorzystuje go do jakichś innych celów – np. do przebycia pewnego cyklu życiowego, który może odbywać się tylko w określonych warunkach – takich jak na przykład w lub na ciele żywiciela). I choć może się tak zdarzyć, to nie znaczy to wcale, że w jego interesie zawsze jest śmierć żywiciela. Czytaj więcej „O relacji pasożyt – żywiciel słów kilka”

Fort Knox, czyli nasza rezerwa „złota”

Fort Knox to baza amerykańskich sił zbrojnych w stanie Kentucky. Oprócz siedziby szkoły i centrum badawczego wojsk pancernych znajduje się tam jeden z największych skarbców rezerw złota na świecie. Mówi się, że to jedno z najlepiej strzeżonych miejsc na naszej planecie.

A jak się to ma do pszczół? O tym za chwilę.

Pszczelarstwo naturalne, a zwłaszcza jego najbardziej radykalny odłam, czyli pszczelarstwo, w którym nie stosuje się żadnych metod zwalczania warrozy ma szereg problemów z przebiciem się do świadomości pszczelarzy. Stawia mu się szereg zarzutów – od barbarzyńskich założeń, przez nieracjonalność i naiwność, do całkowitej nieopłacalności ekonomicznej i konieczności stałego rozpoczynania od zera. Każdy, kto widzi długofalową potrzebę rezygnacji z jakichkolwiek metod zwalczania roztoczy (nieważne czy metod „twardej chemii” czy też „naturalnych”) natrafia na szereg zagadnień, z którymi musi się zmierzyć.

Przede wszystkim taki pszczelarz jest sam. Nie ma znikąd pomocy. Sąsiedzi prawie na pewno go nie wspomogą, a chętniej spaliliby mu pasiekę (takie groźby są częste) lub po kryjomu odymili jego pszczoły apiwarolem, żeby choroby nie przeniosły się na ich pnie (ten argument jest absurdalny, ale to nie tekst o tym, żeby się z nim rozprawiać). Dookoła wszędzie latają trutnie z rodzin nieprzystosowanych do zagrożenia jakim jest warroza. Pszczelarz nie chcący leczyć to na dziewięćdziesiąt dziewięć procent amator, który ma dwa, pięć czy choćby nawet i trzydzieści pni. To genetyczna kropla w morzu latającego nieprzystosowania. Do tego przecież pszczelarz dopiero chce zacząć swoją selekcję, a więc jego pszczoły wcale nie są zauważalnie lepiej przystosowane do radzenia sobie z roztoczem. Jeżeli uda mu się przejść przez pierwszy etap selekcji to utrzymanie przystosowania w takich warunkach będzie graniczyło z niemożliwością. Jeżeli przez kilka lat uda się coś wypracować, a w malutkiej pasiece przyjdzie kryzys (choćby nie był spowodowany chorobami, a na przykład wytruciem pszczół przez nieodpowiedzialnego rolnika), to… ostatnich kilka lat selekcji jest straconych. Trzeba wszystko zaczynać od zera. Znów od pszczół z komórki 5.4 mm. Znów od pszczół całkowicie nieprzystosowanych genetycznie do radzenia sobie z roztoczem. Beznadziejność tej sytuacji jest tak duża, że większość amatorów nie ma większych szans na poradzenie sobie z problemem. Czytaj więcej „Fort Knox, czyli nasza rezerwa „złota””