O łapaniu wędrujących rojów słów kilka

Kiedy marcowe pluchy bębnią o dach, drepczę w kółko po pokoju i zastanawiam się, czy istnieją jeszcze dzikie pszczoły w mojej okolicy? Nie widzę innej metody, aby to sprawdzić, jak tylko spróbować je schwytać. Aby je złapać, trzeba wymyślić, jak to zrobić. Tekst ten stanowi kompilację wiadomości znalezionych w Internecie na temat łapania wędrujących rojów pszczelich, artykułów w pismach branżowych, dyskusji na forach oraz świadectw praktyków.

Sztukę tę zaliczyć można do grupy niszowych sportów ekstremalnych o starożytnej tradycji – nie inaczej człowiek wszedł w „posiadanie” pierwszych rodzin pszczelich, jak je po prostu przywabił do osiedlenia się w wydłubanej przezeń barci – jeżeli mowa o krainach Północy, gdzie zima trwa kilka miesięcy i owady musiały opracować strategię jej przetrwania. Odmiennie od klasycznych rozrywek znudzonych mieszczuchów, którzy ryzykują życie skacząc na spadochronie, nurkują w głębinach bez akwalungów, czy ścigają się z dzikimi bykami, zajęcie to wymaga nie tylko pewnej sprawności fizycznej, ale również – odrobiny pomysłowości i zdolności manualnych. A to dlatego, że po pierwsze, aby łapać roje, potrzebujemy zbudować rojołapki.

Oczywiście, samo pojęcie „łapania”, w kontekście tego, o czym zamierzam tu napisać, brzmi oszukańczo. W tym tekście chodzi mi o przedstawienie takiej zabawy, która polega na przywabianiu do naszego pudła pszczół wędrujących w poszukiwaniu nowego domu.. Innymi słowy, tylko one same się mogą złapać. Pszczelarz-łowca może tylko ustawić „pułapki” i czekać. Czasami na Godota.

 Rojołapka

Rojołapka to uproszczony ul, albo inna namiastka siedliska pszczelego. O ile dziupla powstaje w sposób naturalny i pszczoły muszą ją sobie same dostosować, a ul zaprojektowany jest głównie pod wygodę pszczelarza, rojołapka znajduje się gdzieś pośrodku. Jej podstawowym zadaniem jest przywabić rodzinę pszczelą i zachęcić do osiedlenia.

Jakie cechy winna spełniać dobrze zaprojektowana rojołapka?

Rojołapki można zrobić z czegokolwiek np. ze starej skrzyni
Rojołapki można zrobić z czegokolwiek np. ze starej skrzyni

Czytaj więcej „O łapaniu wędrujących rojów słów kilka”

Podejście całościowe do pszczół

Michael Bush

Tekst pochodzi ze strony: http://www.bushfarms.com/beeswholebee.htm
Przetłumaczony i opublikowany za zgodą autora.

Utrzymywanie różnorodności genetycznej i przystosowania lokalnego pszczół

Zagrożenia hodowli prowadzonej w kierunku uzyskania specyficznych cech

Historia hodowli selektywnej pszczół pełna jest zarówno sukcesów jak i porażek. Wiele wspaniałych linii pszczół takimi się stało, kiedy zdrowie i dobra użytkowość przeszły do kryteriów selekcji. Ale też wiele z nich zostało zniszczonych, kiedy hodowlę ukierunkowano na uzyskanie specyficznej cechy. Nie widzę potrzeby wyszukiwania wielu przykładów, skoro można to zauważyć u praktycznie każdego udomowionego gatunku zwierząt. Psy, bydło, konie i inne zwierzęta cierpiały wielokrotnie z powodu wymysłów hodowców. Ale spójrzmy na jeden przykład, który wydawał się być pragmatyczny w swoim czasie. Krowy rasy Hereford hodowano przez lata, aby były „zwartej budowy”. Myślenie podążało w tą stronę, że długie nogi to strata energii, skoro nie sprzedaje się kości, a tylko mięso. Jeżeli więc bydło miało krótkie nogi, z dużą ilością mięsa, a mniejszym kośćcem, to proporcjonalnie miało więcej mięsa w stosunku do kości, a więc chów stawał się bardziej zyskowny. Zatem hodowla na „zwartość” trwała praktycznie cały wiek i okazała się wielkim sukcesem, jeżeli mierzyć ją tylko przez pryzmat tej cechy. Problem pojawił się równocześnie z sukcesem, gdy w niegdyś odpornej i samodzielnej rasie bydła pojawił się problem z cielnością. Wkrótce zaobserwowano korelację krótkich nóg i problemów z cieleniem się, z których wynikało, że krowy krótkonogie mają znacząco większe problemy niż krowy o dłuższych nogach. Po wyrugowaniu z genomu praktycznie wszystkich genów odpowiedzialnych za dłuższe nogi, zorientowano się, że hodowcy sami zapędzili się w genetyczną ślepą uliczkę. Hodowla powinna być prowadzona w kierunku uzyskiwania zwierząt nie mających problemów ze zdrowiem (w tym z łatwością cielenia się).

Praca hodowlana ;)
Praca hodowlana ;)

Cały urok hodowli w kierunku uzyskiwania specyficznych cech polega na tym, że wygląda to bardzo naukowo. Problem w tym, że to wcale nie jest naukowe podejście. W rzeczywistości za zdrowie, długowieczność i produktywność organizmów nie odpowiada jeden gen czy jedna cecha, ale ich mnogość i rozmaitość. Feler selekcji w kierunku specyficznych cech nie tyle nawet polega na tym, że „gubi się las pomiędzy drzewami”, co „gubi się las” pomiędzy komórkami liści na tych drzewach. Innymi słowy: musisz trochę się wycofać, aby nabrać odpowiedniej perspektywy. Czytaj więcej „Podejście całościowe do pszczół”

„Walka z warrozą ma sens, bo nigdy nie pokonamy warrozy”

Artykuł został opublikowany w październikowym numerze miesięcznika „Pszczelarstwo” 10/2016

Pozwoliłem sobie zatytułować ten artykuł cytatem znalezionym na jednym z internetowych forów pszczelarskich. Czasem mam wrażenie, że wielu pszczelarzy dokładnie w ten sposób myśli. Mając pełnię świadomości braku możliwości wygrania walki z roztoczem, brnie w tą walkę coraz głębiej, co niestety w naszej ocenie przyczynia się do pogłębienia szkód w genomie lokalnej populacji gatunku pszczoły miodnej. Mam też wrażenie, że w takim też duchu pisany był artykuł pana Marka Lasockiego pt. „Nie ma znaczenia jakiego koloru masz samochód, kiedy jedziesz w złym kierunku”, który ukazał się w lipcowym numerze „Pszczelarstwa”. I choć autor stwierdził, że nie chce już kontynuować polemiki, to w tekście tym jest tak wiele uproszczeń, błędnych analogii i negowania rzeczywistości, że uznałem za konieczne odnieść się do nich, aby nie pozostawiać błędnych przekonań w świadomości czytelników. Przeanalizuję pobieżnie kolejno wszystkie punkty tegoż tekstu, gdyż każdy z nich jest w mojej ocenie, albo błędną interpretacją rzeczywistości lub faktów, albo też świadczy o niezrozumieniu przekazywanych przeze mnie myśli (być może nie wyrażonych zbyt precyzyjnie z uwagi na konieczność ograniczenia objętości tekstu – to już czytelnik musi sam ocenić). Nie będę przytaczał dokładnych słów pana Lasockiego, a w odpowiedzi zawrę jedynie wyjaśnienia do podnoszonych przez niego zarzutów. W razie potrzeby przybliżenia kontekstu wypowiedzi, czytelnik może sięgnąć po cały tekst w przytoczonym numerze Miesięcznika. Czytaj więcej „„Walka z warrozą ma sens, bo nigdy nie pokonamy warrozy””

Dzikie pszczoły

Kirk Webster

Tekst pochodzi ze strony: http://kirkwebster.com/index.php/feral-bees
Przetłumaczony i opublikowany za zgodą autora.

(Miałem nadzieję opublikować ten esej razem z opisem dzikich pszczół wykonanym przez innego autora, który gruntownie je badał, ale zdecydowałem się opublikować niemal cały pierwotny tekst tutaj kiedy okazało się, że artykuł towarzyszący się nie pojawi. Uznałem bowiem, że porusza on aktualne i potrzebne zagadnienia związane z bieżącym, upadającym „wzorcem zdrowia pszczół”, który jest narzucony społeczności pszczelarskiej)

Po lekturze opisów dzikich rodzin pszczół miodnych, czym są, skąd pochodzą, w czym są podobne, a w czym różnią się od rodzin pszczół hodowlanych, oraz jak odporne mogą być bez interwencji ludzkiej musisz zadać sobie pytanie: „Dlaczego rodziny hodowlane nie mogą żyć własnym życiem, bez ciągłego mierzenia i liczenia, dokarmiania sztucznym pokarmem, podtruwania wszystkim co popadnie od płynów na kleszcza, poprzez silne kwasy, kończąc na dymie tytoniowym?”Otóż mogą.

Dzika pszczoła ;)
Dzika pszczoła ;)

Ale nie tak jak większość rodzin pszczelich żyła od czasu kiedy upowszechniła się ruchoma, wyjmowana ramka.

Zawsze zadziwia mnie fakt, że zawodowi pszczelarze (podobnie jak większość Amerykanów) łatwo (lub nawet chętnie) zmienia swój styl życia. Poświęcają swój wolny czas, aktywność fizyczną, prywatność, a nawet szansę na kontakt osobisty z rodziną czy przyjaciółmi, tylko po to, aby być na fali ostatnich nowinek technologicznych – a mimo tego, nie kiwną nawet palcem aby obserwować i dostosować się do szybkich zmian, jakie zachodzą pośród ich pszczół oraz Natury. Ta obserwacja oraz dostosowanie zawodowych pszczelarzy, to jedyna rzecz, która może przykuć uwagę przemysłu do potrzeby powrotu do zdrowia oraz równowagi. Nauka może pomóc tu i ówdzie, ale to pszczelarze muszą wykonać najważniejszą część tej pracy. Czytaj więcej „Dzikie pszczoły”

„Może sobie pan zażyczyć samochód w każdym kolorze, byle by był to czarny”

Artykuł został opublikowany w majowym numerze miesięcznika „Pszczelarstwo” 05/2016

 

W marcowym numerze „Pszczelarstwa” ukazał się artykuł pana Marka Lasockiego pod tytułem „Polemika”. Autor odnosi się do napisanych przeze mnie oraz Łukasza Łapkę artykułów, które zostały opublikowane w numerach „Pszczelarstwa” w listopadzie i grudniu poprzedniego roku. Cieszę się, że została podjęta dyskusja na ten kontrowersyjny temat gdyż pomimo olbrzymiej śmiertelności pszczół wielu pszczelarzy nie docenia ogromu problemów, z jakimi mierzy się dzisiejszy świat pszczelarski. „Osypały ci się pszczoły? Ot, zaniedbałeś swoją pasiekę, niewłaściwie przeprowadziłeś zabiegi”. To często ich jedyna konkluzja, w której winą za stan zdrowia pszczół obarcza się pojedyncze – nierzadko Bogu ducha winne osoby. A problem jest o wiele poważniejszy niż mniejsze czy większe zaniedbania pszczelarzy. Pamiętajmy, że mamy do czynienia ze stworzeniem, które jeszcze około czterdzieści czy pięćdziesiąt lat temu było względnie samowystarczalne i zdolne do życia bez jakiejkolwiek ingerencji człowieka. Niegdyś owady te opanowały praktycznie cały świat, a dziś ich zdolność do funkcjonowania w naturze jest znikoma lub żadna. Drogą do rozwiązania tego problemu jest próba dotarcia do jak najszerszego kręgu odbiorców i zmiany ich świadomości ekologicznej i pszczelarskiej. W tym miejscu, przy okazji, chcielibyśmy podziękować redakcji miesięcznika „Pszczelarstwo” za udostępnienie nam paru stron na nasze teksty. Nie przedłużając, przejdę do analizy argumentów zamieszczonych w „Polemice”. Nie jestem w stanie odnieść się jednak całości argumentacji z uwagi na ograniczoną objętość publikacji.

Pierwszym zarzutem kierowanym przeciwko proponowanym przez nas rozwiązaniom jest możliwość doprowadzenia do, jak to określił Autor, „pszczołobójstwa”, czy też „hekatomby pszczół”, czyli potencjalnego zagrożenia wyginięciem pszczół na przestrzeni maksymalnego okresu dziesięciu najbliższych lat. Wynika to z przyjętego przez Autora założenia, że Apis mellifera nie jest zdolna do współistnienia z roztoczem Varroa destructor we względnie zrównoważonej relacji pasożyt-żywiciel. Nieporozumieniem jest wskazywanie, że powoływaliśmy się przy tym na takąż relację z innym gatunkiem pszczoły, tj. Apis cerana (pszczoła wschodnia) – owszem została wspomniana, ale nie stała się podstawą naszych założeń. Otóż doświadczenia ze świata dowodzą, że pszczoła miodna (Apis mellifera) posiada praktycznie dokładnie te same przystosowania do radzenia sobie z roztoczem, co pszczoła wschodnia. Czytaj więcej „„Może sobie pan zażyczyć samochód w każdym kolorze, byle by był to czarny””

Projekt „Sztuczna Barć”

Tekst pochodzi z bloga PanaTrutnia: http://pantruten.blogspot.com
Opublikowany za zgodą autora.

W zeszłym roku kupiłem szerokie dechy – były różnej szerokości, od trzydziestu paru do czterdziestu paru centymetrów. A i częściowo były podbutwiałe. Pewnie właściciel składu budowlanego ucieszył się, że ktoś to kupił…

zdj+1

Dechy te potrzebne mi były do planowanego wówczas Projektu „Sztuczna Barć”, czyli pomysłu na wspomożenie wytworzenia dzikiej populacji pszczół w moim rejonie. Wiosną zabrałem się za robotę i zbudowałem pięć dużych skrzyni – właśnie „sztucznych barci”. Skrzynie te zbudowałem „wyjątkowo precyzyjnie”, bo po docięciu desek piłą łańcuchową (na szczęście tym razem wyjątkowo nic sobie nie obciąłem) poskręcałem byle jak paroma wkrętami. Wielkość tych skrzyni objętościowo, to orientacyjnie rozmiar standardowego ula wielkopolskiego (2 korpusy + półnadstawka). Trzy skrzynie mają wysokość ponad 90 cm, a dwie są trochę niższe i mają około 85 cm. Czytaj więcej „Projekt „Sztuczna Barć””