Zapowiedź wywiadu z Panią Elżbietą Kowalczyk

W grudniu minionego (tj. 2017) roku reprezentacja Stowarzyszenia Wolne Pszczoły udała się na rozmowę z Panią Elżbietą Kowalczyk. Znamy ją z forów pszczelarskich pod pseudonimem „Pytla” oraz z piastowania funkcji pierwszego prezesa Stowarzyszenia Pszczelarzy Polskich „Polanka”. Praktyka pszczelarska i idee hodowli pszczół, które reprezentuje Pani Elżbieta, są bliskie naszemu Stowarzyszeniu. W efekcie owocnego spotkania powstał wywiad oraz seria krótkich filmów nagrywanych na żywo.
Zapraszamy na pierwszy z nich stanowiący zapowiedź wywiadu, który ukaże się za tydzień.

Zapraszamy

 

Rozmowa z Panem Davidem Lutz’em o hodowli czarnej pszczoły Kampinoskiej

We wrześniu 2017 roku miałem przyjemność w pięknych okolicznościach przyrody, czyli na terenie swojej pasieki z widokiem na latające pszczoły, porozmawiać z Panem Davidem Lutz’em. Pan David jest w tej chwili ostatnim hodowcą ciemnej pszczoły Apis mellifera mellifera linii Kampinoskiej. Choć wysyła swój hodowlany materiał genetyczny na pół świata, w tym do znanych światowych hodowców, to niewiele osób spoza wąskiej branży o nim chyba słyszało. Pomimo, że nie lubi rozgłosu na swój temat, to nasza stowarzyszeniowa idea wyhodowania i wyselekcjonowania pszczół tolerancyjnych na warrozę i odpornych na inne choroby oraz powrotu zdziczałej populacji do przyrody, na tyle wydała się Panu Davidowi interesująca, że zgodził się udzielić mi wywiadu. Być może dlatego, że sam nie używa od wielu lat żadnych środków parazytobójczych i biobójczych na swoich pszczołach.

Co Pan sądzi o ciemnej pszczole europejskiej Apis mellifera mellifera? Dlaczego ją Pan hoduje a konkretnie linię Kampinoską?

U nas w Alzacji takie pszczoły były od zawsze. Można powiedzieć, że urodziłem się przy tej pszczole i dlatego mam ją z przyzwyczajenia. Od szóstego roku życia pomagałem przy pszczołach. U nas w rodzinie było zawsze ok. 400-600 uli i ok. 200 kószek . To była też pszczoła AMM Nigra, która jest bardzo zbliżona szczególnie do Kampinoskiej, bawarskiej i austriackiej.

Być może zna Pan sytuację w dawnej Puszczy Kampinoskiej ok. 300 lat temu? Cała dolina parku była pełna kolonistów. Najwięcej pochodzenia tyrolskiego i szwabskiego. Oni nie byli wyznania rzymskokatolickiego tylko ewangelicko-augsburskiego. Zajmowali się głównie rolnictwem. Nie nosili tylko kurtki i kapelusza, ale produkowali dobra roślinne i zwierzęce, w tym pszczoły. Właśnie taką, jak ja to mówię, szwabską pszczołę. Zresztą wówczas innych niż środkowoeuropejskie niemalże nie było. Prawie do samej Drugiej Wojny Światowej były też inne linie sprowadzane z Niemiec albo Austrii. Instytut na uniwersytecie w Ernlangen w Bawarii był mocno nastawiony na hodowlę pszczoły środkowoeuropejskiej w okresie międzywojennym, a nawet podczas wojny i okupacji Niemcy jeszcze mocno propagowali pszczołę Nigrę dla produkcji miodu m.in. na zwiększone zapotrzebowanie spożywcze, na potrzeby wojenne. Po 1945 roku wszystko szlag trafił. Jak nie mówię, że wojna i Niemcy były dobre, tylko mówię o hodowli pszczół. Szwabi uciekli do Szwabska, a pszczoły zostały. Często jednak nikt ich nie obsługiwał i sporo padło. W latach ’60 pojawił się pomysł aby selekcjonować pszczołę Kampinoską, ale dopiero później w latach ’80 jak wiemy, to zrobiono, z resztek tego co jeszcze tam znaleziono.

Czy Pan już wtedy tzn. w latach ’60 zajmował się pszczelarstwem w Polsce?

Nie. Dopiero od 1992 roku. Mieszkałem wtedy na ulicy Inflanckiej w Warszawie. Pierwsze moje pszczoły egzystowały na balkonie. Osiedle to było blokowisko z ogrodem w środku. Jak co sobota rano wstałem i patrzę sobie na ten ogródek, a tam kręci się policja i straż. Myślę sobie, że może jakaś sensacja. Może jakiś trup tam leży. Z jedenastego piętra nie widziałem dobrze, więc idąc do sklepu podszedłem bliżej i zobaczyłem, że na krzaku wisi rój pszczół. Złapałem rójkę do kosza na śmieci i przykryłem mokrą szmatą. Pojawił się problem co z tym rojem zrobić. Ani nie miałem ula, ani ramek, ani ogródka. No nic to. Wstawiłem rój do łazienki licząc, że przeżyje do następnego dnia. Zadzwoniłem do kolegi, do ministerstwa rolnictwa i powiedziałem mu, że za dwie godziny potrzebuję ul, ramki i węzę, bo mam rój w łazience. Dał mi adres do sklepu i poinformował sklep, że jak przyjdę, żeby wszystko mi wydali co potrzebuję. Do sklepu pojechałem szybko taksówką i kupiłem potrzebny sprzęt oraz ul warszawski. Taksówkarz pomógł mi wnieść ul do windy. Sąsiadkę oszukałem, że to mebel. Wieczorem osadziłem i podkarmiłem pszczoły. Tak zaczęła się moja historia z pszczołami w Polsce, z ulem na balkonie w bloku.

black_bee_1

Dużo później spotkałem Panią Łucję z pasieki hodowlanej z Parzniewa, która była tam kierownikiem. Była dyskusja na temat genetyki. Ja jestem po studiach w tym fachu. W Warszawie miałem zwykłe warszawskie kundle, a pojawił się pomysł hodowli Kampinoskiej. Byłem oglądać ule na sprzedaż koło Leszna i zobaczyłem dom z gospodarstwem, które mi się spodobało. Tam właśnie był teren hodowli pszczoły Kampinoskiej. Sąsiad pszczelarz powiedział mi, że tu tylko można tylko trzymać Kampinosa. Dlatego zamówiłem czym prędzej matki Kampinoskie z Parzniewa.

Na początku miałem ok. 30 uli, bo jeszcze miałem inną stałą pracę. Ten sąsiad mieszkał 500 metrów dalej i nasze pasieki z Kampinosami tworzyły taki obszar, gdzie w obrębie tych 500 metrów wszystko było żądlone, co było żywe i się ruszało. Miałem problem z sąsiadami. Jeden chłopak znalazł się nawet w szpitalu. Podjąłem decyzję o zlikwidowaniu pszczół koło domu i wstawiłem je do puszczy podejmując pracę nad selekcją na łagodność. Tak zaczęła się moja hodowla Kampinosa. Później jak poszedłem na rentę, to powiększyłem pasiekę. W tamtych czasach linia Kampinoska to było w sumie około 100 hodowców i 2500 rodzin pszczelich. A teraz tak wyszło, że jestem ostatni. Nawet Parzniew już nie ma. Czytaj więcej „Rozmowa z Panem Davidem Lutz’em o hodowli czarnej pszczoły Kampinoskiej”

Rozmowa z profesorem Jerzym Woyke z dręczem pszczelim w tle.

W styczniu 2017 roku miałem przyjemność rozmawiać w imieniu Stowarzyszenia Pszczelarstwa Naturalnego „Wolne Pszczoły” z wybitnym biologiem i znawcą różnorodnych gatunków pszczół z całego świata, profesorem Jerzym Woyke, który niedawno obchodził swoje dziewięćdziesiąte urodziny. Przy okazji serdecznie gratulujemy i życzymy jeszcze wielu lat w zdrowiu i pogodzie ducha. Rozmawialiśmy o problemach odporności Pszczół miodnych na choroby, ze szczególnym uwzględnieniem Varroa destructor, a także o możliwościach selekcji hodowlanej oraz naturalnej, w celu osiągnięcia równowagi w stosunku pomiędzy pszczołami, a chorobami oraz pasożytami. Profesor zwracał szczególną uwagę na użycie poprawnej polszczyzny w nazewnictwie biologicznym. Dowiedziałem się między innymi, że pierwotnie powstała polska nazwa dla roztocza Varroa destructor: Dręcz pszczeli. Z jakiegoś powodu jednak się nie przyjęła. Profesor jednak uważa, że brzmi ona dobrze i trochę żałuje, że się nie przyjęła.

fot: Dr Kamran Fakhimzadeh, Finlandia
fot: Dr Kamran Fakhimzadeh, Finlandia


Dzień dobry Panie profesorze. Jestem przedstawicielem Stowarzyszenia Pszczelarstwa Naturalnego „Wolne Pszczoły”, które zostało założone dwa lata temu. Zakładając zrzeszenie przyjęliśmy sobie takie długofalowe cele:

  • zmniejszenie chemizacji pszczelarstwa,
  • zapewnienie czystości ula i produktów pszczelich, bez pozostałości toksycznych związków chemicznych stosowanych w gospodarce pasiecznej,
  • wypracowanie pszczoły odpornej na choroby, w tym m.in. na warrozę.
  • przywrócenie naturalnych mechanizmów adaptacyjnych populacji pszczół aby miała szanse przeżyć bez pomocy człowieka w aktualnym środowisku.

Czytaj więcej „Rozmowa z profesorem Jerzym Woyke z dręczem pszczelim w tle.”

Zapowiedź wywiadu z Profesorem Jerzym Woyke

Jakiś czas temu profesor Jerzy Woyke udzielił jednemu z członków Stowarzyszenia Wolne Pszczoły ciekawego wywiadu. Rozmowa dotyczyła głównie tematów związanych z działalnością naszego Stowarzyszenia. Wszelkie szczegóły Drodzy Czytelnicy poznają za dwa tygodnie w formie publikacji na wolnepszczoly.org. Aby jednak już dziś uchylić rąbka „tajemnicy” i rozbudzić apetyt, prezentujemy fragment nagrania z rozmowy, gdzie profesor Woyke snuje opowieść na temat swoich przygód z pszczołami (i nie tylko) z Afganistanu.

W ten sposób także inaugurujemy nasz oficjalny kanał na Youtube. Zapraszamy do oglądania i subskrypcji.

Zapowiedź filmu „Outside The Box”

Niedawno w internecie ukazała się dość długa 11-minutowa zapowiedź filmu pt. „Outside The Box” (Z Otwartą Głową) w postaci jego fragmentu. Film realizowany jest przez małego producenta niemieckiego Primate Visions (http://primatevisions.de/services-page/film/) w reżyserii Felix Remter i realizacji Miriam Remter. Film będzie dokumentalną opowieścią o aktualnych problemach pszczół w Europie. Będzie podejmował trudny kontrowersyjny temat dzikich i zdziczałych populacji żyjących samodzielnie których często obawiają się tradycyjni pszczelarze powołując się np. na roznoszenie chorób. Podczas gdy jest odwrotnie. Film będzie rzucał światło na współczesne możliwości osiągnięcia w tych trudnych warunkach odporności przez pszczoły w pasiekach na różne trapiące je choroby a zwłaszcza pasożyta Varroa destructor. Na którego to pszczoły i środowisko ula jest trute różnymi lekami powszechnie stosowanymi w pszczelarstwie przez które cierpią też same pszczoły. Film odpowie na pytanie gdzie w tym wszystkim jest miejsce na dzikie i i stare poczciwe tzw. kundelki czyli zdziczałe pszczoły nie potrzebujące interwencji ze strony człowieka do życia.

W kilku epizodach film przedstawi różne miejsca, różnych bohaterów i różne konteksty w jakich znajdują się pszczoły i człowiek. Odwiedzimy między innymi naukowców w Szwajcarii badających pszczoły bez leczenia oraz laboratorium gdzie kolonia pszczół żyje pod czujnym okiem maszyn obserwujących rodzinę pszczelą bez interakcji z człowiekiem. Dowiemy się o problemach pszczelarzy chcących trzymać naturalnie pszczoły z ustawodawstwem i ograniczającymi przepisami. Usłyszymy rozmowę z aktywistą zmian prawnych na rzecz polepszenia dobrostanu pszczół, który musi się zmagać z wrogością środowiska pszczelarskiego. Zobaczymy bartników, którzy wybiorą się do Baszkirii w Rosji aby tam nauczyć się tego starodawnego fachu wykonywanego bez przerwy tradycyjnie.

Wreszcie wybierzemy się w odwiedziny do hrabstwa Gwynedd w Walii gdzie jest sporo nieleczących pszczelarzy zarówno komercyjnych jak i hobbystów. Porozmawiamy z Davidem Heaf’em: pszczelarzem hobbystą nieleczącym swoje pszczół od 2007 roku, który jest jednym z prekursorów ruchu Treatment Free Beekeeping w Europie i inspiracją dla wielu nowych nieleczących pszczelarzy. Oraz z Petem Haywoodem też nieleczącym pszczelarzem który był inspektorem pasiek w tamtym regionie jak przestawał leczyć.

W poniższym przetłumaczonym na polski fragmencie występuje właśnie tych dwóch Panów z Walii. Zapraszamy do zapoznania się i trzymania kciuki za produkcję filmową jak my trzymamy. Aby włączyć napisy trzeba kliknąć znaczek napisów pod filmem i wybrać język polski.

Wszystkie informacje o filmie pochodzę ze strony producenta:
http://primatevisions.de/services-page/film/

Aktualności z realizacji można śledzić na stronie:
https://www.facebook.com/OutsideTheBoxFilm

Jakub Jaroński

„Walka z warrozą ma sens, bo nigdy nie pokonamy warrozy”

Artykuł został opublikowany w październikowym numerze miesięcznika „Pszczelarstwo” 10/2016

Pozwoliłem sobie zatytułować ten artykuł cytatem znalezionym na jednym z internetowych forów pszczelarskich. Czasem mam wrażenie, że wielu pszczelarzy dokładnie w ten sposób myśli. Mając pełnię świadomości braku możliwości wygrania walki z roztoczem, brnie w tą walkę coraz głębiej, co niestety w naszej ocenie przyczynia się do pogłębienia szkód w genomie lokalnej populacji gatunku pszczoły miodnej. Mam też wrażenie, że w takim też duchu pisany był artykuł pana Marka Lasockiego pt. „Nie ma znaczenia jakiego koloru masz samochód, kiedy jedziesz w złym kierunku”, który ukazał się w lipcowym numerze „Pszczelarstwa”. I choć autor stwierdził, że nie chce już kontynuować polemiki, to w tekście tym jest tak wiele uproszczeń, błędnych analogii i negowania rzeczywistości, że uznałem za konieczne odnieść się do nich, aby nie pozostawiać błędnych przekonań w świadomości czytelników. Przeanalizuję pobieżnie kolejno wszystkie punkty tegoż tekstu, gdyż każdy z nich jest w mojej ocenie, albo błędną interpretacją rzeczywistości lub faktów, albo też świadczy o niezrozumieniu przekazywanych przeze mnie myśli (być może nie wyrażonych zbyt precyzyjnie z uwagi na konieczność ograniczenia objętości tekstu – to już czytelnik musi sam ocenić). Nie będę przytaczał dokładnych słów pana Lasockiego, a w odpowiedzi zawrę jedynie wyjaśnienia do podnoszonych przez niego zarzutów. W razie potrzeby przybliżenia kontekstu wypowiedzi, czytelnik może sięgnąć po cały tekst w przytoczonym numerze Miesięcznika. Czytaj więcej „„Walka z warrozą ma sens, bo nigdy nie pokonamy warrozy””