O łapaniu wędrujących rojów słów kilka

Kiedy marcowe pluchy bębnią o dach, drepczę w kółko po pokoju i zastanawiam się, czy istnieją jeszcze dzikie pszczoły w mojej okolicy? Nie widzę innej metody, aby to sprawdzić, jak tylko spróbować je schwytać. Aby je złapać, trzeba wymyślić, jak to zrobić. Tekst ten stanowi kompilację wiadomości znalezionych w Internecie na temat łapania wędrujących rojów pszczelich, artykułów w pismach branżowych, dyskusji na forach oraz świadectw praktyków.

Sztukę tę zaliczyć można do grupy niszowych sportów ekstremalnych o starożytnej tradycji – nie inaczej człowiek wszedł w „posiadanie” pierwszych rodzin pszczelich, jak je po prostu przywabił do osiedlenia się w wydłubanej przezeń barci – jeżeli mowa o krainach Północy, gdzie zima trwa kilka miesięcy i owady musiały opracować strategię jej przetrwania. Odmiennie od klasycznych rozrywek znudzonych mieszczuchów, którzy ryzykują życie skacząc na spadochronie, nurkują w głębinach bez akwalungów, czy ścigają się z dzikimi bykami, zajęcie to wymaga nie tylko pewnej sprawności fizycznej, ale również – odrobiny pomysłowości i zdolności manualnych. A to dlatego, że po pierwsze, aby łapać roje, potrzebujemy zbudować rojołapki.

Oczywiście, samo pojęcie „łapania”, w kontekście tego, o czym zamierzam tu napisać, brzmi oszukańczo. W tym tekście chodzi mi o przedstawienie takiej zabawy, która polega na przywabianiu do naszego pudła pszczół wędrujących w poszukiwaniu nowego domu.. Innymi słowy, tylko one same się mogą złapać. Pszczelarz-łowca może tylko ustawić „pułapki” i czekać. Czasami na Godota.

 Rojołapka

Rojołapka to uproszczony ul, albo inna namiastka siedliska pszczelego. O ile dziupla powstaje w sposób naturalny i pszczoły muszą ją sobie same dostosować, a ul zaprojektowany jest głównie pod wygodę pszczelarza, rojołapka znajduje się gdzieś pośrodku. Jej podstawowym zadaniem jest przywabić rodzinę pszczelą i zachęcić do osiedlenia.

Jakie cechy winna spełniać dobrze zaprojektowana rojołapka?

Rojołapki można zrobić z czegokolwiek np. ze starej skrzyni
Rojołapki można zrobić z czegokolwiek np. ze starej skrzyni

Czytaj więcej „O łapaniu wędrujących rojów słów kilka”

Notatnik pasieczny cz. 6: Lato – tworzenie nukleusów i początek głównego pożytku

Kirk Webster

Tekst pochodzi ze strony: http://www.kirkwebster.com/index.php/6-summermaking-nucleus-colonies-the-main-honey-flow-begins
Przetłumaczony i opublikowany za zgodą autora. Data publikacji oryginału: 2007

Pszczelarstwo w tej części Vermont istnieje prawie tak długo jak europejskie osadnictwo; to znaczy od 1790 roku. Przez ten czas pszczelarze tworzyli większość swoich nowych rodzin w okresie od maja do wczesnego czerwca, czyli podczas naturalnego sezonu rojowego. Przed nadejściem ery wyjmowanych ramek robiono to przy pomocy rójek wywoływanych w sprawdzonych, przezimowanych rodzinach trzymanych w pakach lub kłodach. Po wynalezieniu ruchomej ramki oraz opracowaniu technik wychowu matek wielu pszczelarzy na Północy przystąpiło do hodowli własnych królowych. Czytając uważnie stare książki, możecie zauważyć, że jeżeli potrzebowano więcej pszczół, czasami tworzenie nowych rodzinek i wychów matek prowadzono przez całe lato. Kiedy pojawiły się łatwo dostępne matki importowane z Południa, większość pszczelarzy w północnych stanach zmieniła procedurę zakładania nowych rodzin na koniec kwietnia lub maj poddając matki selekcjonowane i wyhodowane w odmiennym środowisku. W połowie XX wieku rodzina Mraz z Vermont zaczęła realizować inny plan: tworzenie na wiosnę silnych odkładów, które miały sobie same wychować królowe. Jednak z powodu krótkiego sezonu pszczelarskiego i związanego z tym wiosennego spiętrzenia licznych prac, często zdarzały się lata, gdy z powodu niekorzystnej pogody nie dało się w maju hodować matek ani robić odkładów. Wraz ze spadkami cen miodu, wielkimi stratami wywołanymi przez roztocza, oraz rozprzestrzenianiem się zafrykanizowanych pszczół w południowych stanach, kwestia selekcji i intensywnego mnożenia pszczół na Północy oraz przejścia na zdrowsze i bardziej lokalne techniki pszczelarskie nabrała wielkiego znaczenia. Wciąż zdarza mi się zrobić trochę odkładów w maju, a nawet tworzę dla nich mateczniki, o ile mam nadwyżki czerwiu do rozprowadzenia, lub miałem wyższe straty zimowe. Jednak w mojej okolicy najlepszym czasem na odkłady i wychów matek jest czerwiec i lipiec.

Przezimowane 16 rodzinek weselnych z 2006 roku
Przezimowane 16 rodzinek weselnych z 2006 roku

Każdego roku moja produkcja matek i odkładów wygląda inaczej, zależnie od wyników zimowli, popytu na pszczoły, matki pszczele i miód. Latem także pojawiają się moi pomocnicy do wyszukiwania matek w ulikach weselnych. Pierwsza, trzecia i piąta seria mateczników zawsze wędruje do ulików na odizolowanym pasieczysku. Po zainicjowaniu ośmiodniowego harmonogramu, w każdym cyklu tworzę 100-200 nowych rodzinek. Czy powstają one na standardowej ramce, czy zmniejszonej, procedura zawsze jest jednakowa. Puste ule odkładowe z podkarmiaczką i przesłoniętym wylotkiem przygotowuję zawczasu i składam na pasieczyskach, które mają zaopatrywać mnie w pszczoły i czerw. Czytaj więcej „Notatnik pasieczny cz. 6: Lato – tworzenie nukleusów i początek głównego pożytku”